Powieść kryminalna „Pochłonięte”

Strona główna | Zgłoszenia | Powieść kryminalna „Pochłonięte”

Powieść kryminalna „Pochłonięte” – Martyna Bielska

adres mailowy autorki: Martynaa.Bielska@gmail.com

(w załączeniu zdjęcia wybranych miejsc zbrodni)

„Pochłonięte” to reportażowo-historyczna powieść kryminalna, która rozgrywa się głównie w Białymstoku, ale sięga też do innych podlaskich miejscowości. Odkrywa mroczną przeszłość regionu, a pamięć bohaterów dawnych wydarzeń wraca w 2020 r.

Ten kryminał skupia się nie tylko na seryjnym mordercy, który grasuje po regionie i przypomina bolesne losy jego mieszkańców. Każde miejsce zbrodni to opis historycznego i ważnego dla Białegostoku miejsca. Część z nich już od dziesiątek lat nie istnieje, bądź zmieniło swoją funkcję, kilka z nich przestało istnieć od czasu napisania kryminału w 2020 r. To też porównanie regionu i Białegostoku oraz tego, jak wyglądały 100 lat temu „między słowami” kryminalnej intrygi.

PONIŻEJ OPIS WYDAWNICZY (premiera książki 11.09.2023):

Białystok, początek pandemii.
Choć wszyscy pochowali się w domach w strachu przed zarazą, nie oznacza to, że na ulicach zrobiło się bezpiecznie. Wręcz przeciwnie, to wymarzony czas na zabijanie. Dla prokuratora Narwiańskiego właśnie zaczyna się najtrudniejszy rozdział w jego dotychczasowym życiu zawodowym. Odnalezione przypadkowo zwłoki młodej kobiety, zabarwione na jaskrawy róż, są początkiem wyrachowanej gry mordercy z organami ścigania. Gry, w której każde kolejne ciało naprowadza na trop najmroczniejszych kart historii miasta.

Czy Narwiańskiemu uda się rozwikłać zagadkę i odkryć, dlaczego mściciel wybiera na swoje ofiary pacjentki z oddziału onkologicznego? Co łączy te zbrodnie z zagładą białostockich Romów, o których tragicznym losie nikt już nie chce pamiętać?

Szczupłe ciało kobiety miało jaskraworóżową barwę. Długie blond włosy wiły się luźno po jej szpiczastym lewym ramieniu i opadały na bezwładną pierś. Prawą rękę miała schowaną za karkiem razem z resztą loków. Jej głowa leżała na prawym przedramieniu, a łokieć opierał się o marmurową płytę, przez co podtrzymywał cały korpus. Kobieta siedziała na niewysokim obrotowym taborecie szpitalnym, dawno odrapanym z białej farby olejnej. W lewym rogu korytarza, tuż przy nowych, ale nieużywanych jeszcze drzwiach, w podziemnym przejściu do bloku chirurgii, przy zgaszonych światłach, dla osób przechodzących tunelem była niemal niezauważalna.